Blog > Komentarze do wpisu
nowy rok przybieżył, blog jeszcze się nie przeżył
Jeszcze żyję, chociaż z braku oznak życia blogowego można by wyciągnąć inne wnioski. Na przykład, że nas w Polsce śnieg przysypał, albo nam tyłki do czegoś przymarzły (do słupów energetycznych chociażby), albo rodzina w piwnicy uwięziła i kazała się rozmnażać ;). Inny scenariusz obejmuje permanentne odcięcie od sieci (brrr..) z powodu niepłacenia rachunków, hackerstwa lub innych wirtualnych zbrodni. Jeszcze gorsza wizja przewiduje internatowstręt związany z przedawkowaniem farmvillu, nadużywaniem enchanted island czy choćby czytaniem wpisów na fejsbuku. 
I tu was zaskoczę, żaden z tych scenariuszy grozy nie został przeniesiony na ekran mojego życia, a wręcz przeciwnie: do kraju węgorzy wróciliśmy w pierwszy dzień nowonarodzonego roku, bo śniegu i mrozu wtedy było jak na lekarstwo, moja rodzina nie ma klucza do piwnicy, a moja relacja z internatem daleka jest od patologicznej. 
W Polsce spędziliśmy około pięciu dni balansując między Pikutkowem, Brześciem, Włocławkiem i górami jedzenia. R wmówił sobie niestrawność, i choć nikt mu nie chciał za bardzo uwierzyć, z uporem walczył o przetrwanie żołądka, dzielnie broniąc się przed kiełbaskami, schabowcami, makowcem i nadmiarem herbaty. Jego strata, ja się przynajmniej najadłam specjałów (nawet karpia mi zostawili). I wybawiłam za wsze czasy w towarzystwie cudnych siostrzenic. Fascynujące z nich doprawdy stworzenia. 

W poszukiwaniu indeksu przetrząsnęłam jakieś stare pudła i co znalazłam? Nie, wcale nie był to indeks. Były to natomiast listy, dziesiątki listów, które wymieniałam w liceum i na studiach, najpierw z moimi oazowymi przyjaciółkami a potem z własną siostrą. Listy od mojej ukochanej siostry zaczynały się zwykle słowami "drogi palancie" i "cześć kretynie", zawierały treść porównywalną z występem czołowych polskich kabaretów, a opisującą zaledwie życie i przeżycia łódzkiej studentki farmacji, kończyły zaś w sposób godny listów miłosnych. Jestem pod wrażeniem geniuszu. Już nie pamiętam własnych listów do mojej siostry, ale mam wrażenie, że jej piśmiennictwo zasługuje na nobla lub innego pulicera;). Czytaliśmy to teraz razem z mamą codziennie i pokładałyśmy się ze śmiechu na czym popadnie.Kiedy Basia z Marysią dorosną i wyrobią sobie poczucie humoru, to im kiedyś całą tą korespondencję pokaże a nawet podaruję.

Zaraz po nowym roku z radością wróciłam na doktorancką rolę, przypięłam się do naukowego kieratu i postanowiłam skończyć pierwszy samodzielny artykuł, po czym zacząć dwa następne i oczywiście sklonować tfu! ejczłana. Pocę się więc już parę tygodni nad tym niełatwym zadaniem, wieczory spędzając bez ducha na kanapie i pławiąc się w tysiącach kanałów telewizyjnych serwowanych nam (za pomocą czterech satelit) przez kanał digitalny i cyfrę minus. Obejrzałam nawet jeden odcinek mjakmiłość i raz wiadomości, poza tym same reklamy (jakby podsumował mój dziadek).

Po jakże udanym początku blogowego roku, będę tutaj wracać, chcecie tego czy nie, racząc was pikantnymi szczegółami z życia wiejskiego nematologa z ambicjami.





sobota, 23 stycznia 2010, aniafin

Polecane wpisy

  • 18.01.12

    Dzisiaj przeniosłam się z pracą do domu, bo od kilku dni w naszej otwartej przestrzeni ,w budynku bez barier ciągle wiało mi po nogach, a paluszki przemarzały d

  • szydełko i szaruga

    Nadal nie mogę znaleźć natchnienia, a może po prostu rozleniwiłam się w pewnych dziedzinach. Codziennie po znojnej pracy idę po najmniejszej linii oporu wiodące

  • po obronie

    No wiem, wiem, straszliwie się zaniedbałam. Jeszcze do września dało się to jakoś wytłumaczyć zbliżającą się obroną i naukowo-nerwowym wyczerpaniem umysłu. Choć