Blog > Komentarze do wpisu
znowu wojna w zatoce
Ze względu na szarugowatą odwilż straciliśmy już nadzieję na prawdziwą zimę. W zeszłym tygodniu nękała nas mokra i iście daczowska ciapka z nieba, zacinająca w twarzyczki rowerzystów, przemaczająca zwłaszcza górne nogawki spodni i skarpetki, oraz rękawiczki. 
Rodzinnie postanowiliśmy jej uniknąć za pomocą renówki. W piątek jednak zmuszona byłam pokonać kilometry dzielące nematologię (miejsce pracy)  z northwestem  (cel wizyty towarzyskiej w czasie pracy) przy użyciu klekoczącego nemaroweru i w strugach śniegodeszczu. W dodatku w okularach. 
Te ostatnie rzadko wkładam, bo wynaleziono wreszcie coś tak genialnego jak soczewki bez zdejmowania "czysta wizja". W obliczu zaś tego wynalazku, pozwalającego wszystkim nieszczęsnym okularnikom na doświadczenie życia człowieka "bez wad", noszenie okularów stało się prawie przeżytkiem.
Prawie, bo na drodze staje mi oto alkoholizm. Otóż w moim osobistym przypadku wypicie choćby jednej lampki wina, powoduje, oprócz szumu w głowie i zaburzeń równowagi, dyslokację soczewek w oku. Być może płyny ustrojowe wzbogacone w alkohol nie są idealnym środowiskiem dla silikonu połączonego z hydrożelem. Być może to tylko moja wyobraźnia. Dość że po kielichu te cholery nie chcą trzymać się gałki ocznej i tańczą sobie po oczodole powodując dyskomfort. W takim przypadku przepraszam się ze szkłami i wreszcie wyglądam inteligentnie. 
Kombinacja inteligencji z szarugą nie sprawdziła się tym razem, bo po dotarciu w labirynt nortwestu (osłodzony przemiłymi nazwami ulic w stylu "ul. Owieczki Weroniki"),  zza zaparowanych i ociekających wodą szkieł nie rozpoznałam zupełnie miejsca swego opłakanego położenia i zmuszona zatrzymać się by zanalizować sytuację, klęłam bardzo głośno (na szczęście po niemiecku) szukając kawałka suchego ubrania do przetarcia okularów. Wygrzebałam w końcu coś spod kurtki i doznałam nagłego oświecenia, tym razem inteligencji przestrzennej. Jednak prawidłowa wizja jest podstawą działania. Co się jednak spociłam od środka i przemoczyłam z wierzchu to moje i wbrew latom zasiedzenia w tym mokrym kraju wcale nie jestem do tego przyzwyczajona. 
Na osłodę zostało mi przemiłe spotkanie z klubem AAAA połączone z wybornym lanczem, kawką, plotkami i podziwianiem najmłodszej "A-latorośli", kobiety o zabójczych rzęsach i rozbrajającym uśmiechu. Towarzyskie akumulatory zostały napompowane, instynkt rodzicielski wzmocniony i nawet spodnie mi wyschły, a w wszystko to w zaledwie dwie godzinki (czyżbym się zasiedziała?), sponsorowane przez japa zwanego piekarzem (i tak mi płaci w sumie grosze, w porównaniu z bonusami menadżerów bankowości). Lubię piątki.

A wczoraj i przedwczoraj spadł znowu śnieg i zrobiło się cudnie. Oblepił dachy i gałęzie, przykrył błoto, wyślizgał drogi. Szczególnie efektownie wyglądał na leśnych willach (co ja mówię, pałacach raczej) położonych malowniczo między naszą wioską a oosterbeek'iem. O dziwo, wokół nich wszystko wygląda bajkowo. O większe dziwo, nikt ze znajomych jeszcze tam nie mieszka. 

O jeszcze większe dziwo, deszczowe eskapady i podziwianie zimowych krajobrazów bez czapki wpłynęły ujemnie na moje zatoki zwłaszcza przyszczękowe (te są najgorsze). Dlatego już od rana naszpikowana sudafedem, ibupromem, czosnkiem oraz wyciągiem w jeżówki purpurowej, owinięta w różowy snugikoc, siedzę sobie w fotelu,  dogrzewam kolana makksiążką i czytam oraz ndb piszę same blogowe rewelacje. No cóż, polecam się na przyszłość.


niedziela, 31 stycznia 2010, aniafin

Polecane wpisy

  • 18.01.12

    Dzisiaj przeniosłam się z pracą do domu, bo od kilku dni w naszej otwartej przestrzeni ,w budynku bez barier ciągle wiało mi po nogach, a paluszki przemarzały d

  • szydełko i szaruga

    Nadal nie mogę znaleźć natchnienia, a może po prostu rozleniwiłam się w pewnych dziedzinach. Codziennie po znojnej pracy idę po najmniejszej linii oporu wiodące

  • po obronie

    No wiem, wiem, straszliwie się zaniedbałam. Jeszcze do września dało się to jakoś wytłumaczyć zbliżającą się obroną i naukowo-nerwowym wyczerpaniem umysłu. Choć

Komentarze
2010/02/01 17:20:21
No, to by wiele wyjasnilo; nigdy nie zapomne jak A. zgubila soczewke, lol.
-
2010/02/03 19:10:46
nie wiem czy ty masz podobne doświadczenia, ale moje soczewki/oczy mają bardzo małą tolerancję na alkohol;) no cóż moja reszta w sumie też hihihi
-
2010/02/03 19:54:45
Niestety, nie moge potwiedzic tych doswiadczen... W przypadku naduzycia soczewki trzymaja sie galki jak nalezy; jedyne na co mozna narzekac to poglebiajacy sie zez oraz zaburzenia widzenia ostrego ;)