Blog > Komentarze do wpisu
czas przez palce
Dzień dzisiejszy rozlazł mi się okropnie, mimo dzielnego zerwania się z wyrka o 5:30. 
Mąż mój jedyny łapał samolot do hameryki o 11 ze szhiphola i trzeba go było odprowadzić na przystanek, żeby na pewno wsiadł. Wsiadł. Teraz wisi gdzieś  w połowie drogi między Chicago a słonecznym rogiem kalifornii. 
A ja po powrocie do pustki mieszkania zdecydowałam, że za wcześnie na pracę i tak to do mniej więcej 8:30 czytałam co popadnie w necie, czekając na wschód słońca. Jak już dotarłam do pracy w połowie kolokwium (nie opłacało się już tam wpadać), to szef powitał mnie słowami:
 "Czy z racji nieobecności twojego męża mam teraz dzwonić co wieczór o dziesiątej i przypominać ci, że masz iść już spać?". W chwili słabości zdradziłam mu bowiem, że podczas słomianego wdowieństwa mój rytm ulega rozregulowaniu, w związku z czym spoczynek nocny przesuwa się między 2 a 9. Taka już moja sowia natura. A szef mój jest raczej ptaszkiem rannym (hmm, skądś to znamy), to się chyba nigdy nie dogadamy.
W pracy zaś same rozproszenia, bo to kawa, luncz, znowu kawa, zagubieni studenci, hałaśliwe sekretarki, facebook, stary zgred łapiący kontakt wzrokowy. I tak że coś tam napisałam.
 No ale o 15 byłam już umówiona na kolejną kawkę i to raczej poza pracą. Jechałam tam z mocnym postanowieniem, że potem już wracam do domu i piszę.
Wróciłam z lekka przemoczona (zimowa kurtka zdaję się puszczać na szwach) i do lekko zimnego domu (ogrzewanie chyba się przestawiło). No i jak tu w takich warunkach pracować?
No to zjadłam sobie trochę warzyw i owoców (dieta odkwaszająca), ale że poprawiłam to resztką pringelsów i wafelków, to i tak pewnie nie miało to sensu.
W czasie trawienia potrzebowałam paru sitkomów, co mnie natchnęło do zadzwonienia do mojej chorej siostry i omówienia wszystkich przypadków, rozwodów, ślubów, porodów i czego tam jeszcze w rodzinie i poza nią. Lubię te nasze rozmowy na podniesienie serc:). Fajnie mieć taką siostrę. (koniec sentymentów)
Szesnaście godzin i tysiąc kliknięć później mam: 
a. napisany jeden mały paragraf dyskusji więcej
b. znajomych i rodzinę opplotkowanych dwa razy
c. plany na weekend
d. powierzchowną wiedzę z zakresu chorób wewnętrznych (nawet nie pytajcie dlaczego)
e. zmokniętą odzież
d. pustawy żołądek

Czy można to jednak nazwać zmarnowanym dniem?

środa, 12 stycznia 2011, aniafin

Polecane wpisy

  • 18.01.12

    Dzisiaj przeniosłam się z pracą do domu, bo od kilku dni w naszej otwartej przestrzeni ,w budynku bez barier ciągle wiało mi po nogach, a paluszki przemarzały d

  • szydełko i szaruga

    Nadal nie mogę znaleźć natchnienia, a może po prostu rozleniwiłam się w pewnych dziedzinach. Codziennie po znojnej pracy idę po najmniejszej linii oporu wiodące

  • po obronie

    No wiem, wiem, straszliwie się zaniedbałam. Jeszcze do września dało się to jakoś wytłumaczyć zbliżającą się obroną i naukowo-nerwowym wyczerpaniem umysłu. Choć