Blog > Komentarze do wpisu
zabawy z wołem
W ramach akcji "Kulinarna sobota", postanowiłam dziś stawić czoła wołowinie. W obliczu przyrządzania tego cennego dietetycznie mięsa, dopada mnie zawsze nieopisana trema. Steki mi wychodzą raczej nietęgie, a smażone tatary to tragedia już raczej nie do opisania. Od czasu do czasu udaję mi się jednak krowę, lub jej kawałek, sprawnie udusić. Zdaję sobie sprawę, że mięsko zakupione w albertheinie i to w promocji jest wyzwaniem nie małym. Ale co tam, do dzieła!, w jakieś 3-4 godziny coś z tego może wyjdzie. 
Najpierw przekopałam trzy holenderskie książki kucharskie, które mąż mój w wianie chyba dostał;). Zauważyłam przy tym, że jedna z nich do wszystkich mięsnych straw dodaje goździki. Hmm, posłuchawszy jej jeden jedyny raz, ugotowałam kiedyś grochówkę na tłustej wieprzowinie i goździki jej raczej nie pomogły. Zmieniłam szybko książki i zaczęłam gotować...
2 łyżki musztardy francuskiej wymieszałam z solą i pieprzem, i w tak przyrządzonej paście wytarzałam pół kilograma kawałków wołowiny raczej nie najlepszej jakości. Odstawiłam to na bok, niech się przegryza (10 min):



W tym czasie pokroiłam dwie małe cebule, jedną dużą marchew i cztery małe pomidory jak na załączonym obrazku:



W grubościennym, ciężkim garnku z pokrywą rozgrzałam dobrze olej ryżowy (Rice Bran Oil, podobno wyśmienity do smażenia mięsa, bo ma wysoką temperaturę spalania a przy tym wysokie wartości odżywcze) i wrzuciłam kawałki woła:



Jak już się zrumienił ze wszystkich stron, wywaliłam mięso na talerz, zmniejszyłam ogień i wrzuciłam przygotowane warzywa, smażąc wszystko aż do zeszklenia cebuli:



Czas na coś mocniejszego:) Dużo mnie to wysiłku fizycznego oraz walki duchowej kosztowało, ale udało mi się otworzyć wreszcie wino przywiezione kiedyś z pięknej Portugalii i odżałować pół szklaneczki (syropu na kaszel dodawać raczej nie polecam):



Pół szklaneczki wylądowało w garnku z warzywami:



Po dokładnym wymieszaniu warzyw z winkiem oraz z wszystkim, co przykleiło się do dna garnka w wyniku smażenia mięsa w musztardzie, do pijanej gromadki dołączyło mięso, parę liści laurowych oraz tymianek.



Całość przykryłam ciężkim wiekiem i dusiłam przez około 3 godziny (bo tak radził mi AH na opakowaniu od wołowiny) albo do wyczuwalnej miękkości. Co jakiś czas przewracałam mięso i sprawdzałam poziom płynów. Pod koniec duszenia, potrawa wyglądała tak oto:



Jak już się to udusi, to można wyjąć mięso, sos doprawić solą, pieprzem, a nawet lekko kwaśną śmietaną. Sos ma lekko kwaśny,lekko winny smak, tymianek zdecydowanie dodaję mu uroku. Podać to wszystko można z ubitymi na puree ziemniakami albo ze stamppot'em (fajna sprawa, takie przemycanie warzyw w ziemniakach). Teraz musimy to jeszcze tylko zjeść...
sobota, 29 stycznia 2011, aniafin

Polecane wpisy

  • 18.01.12

    Dzisiaj przeniosłam się z pracą do domu, bo od kilku dni w naszej otwartej przestrzeni ,w budynku bez barier ciągle wiało mi po nogach, a paluszki przemarzały d

  • szydełko i szaruga

    Nadal nie mogę znaleźć natchnienia, a może po prostu rozleniwiłam się w pewnych dziedzinach. Codziennie po znojnej pracy idę po najmniejszej linii oporu wiodące

  • po obronie

    No wiem, wiem, straszliwie się zaniedbałam. Jeszcze do września dało się to jakoś wytłumaczyć zbliżającą się obroną i naukowo-nerwowym wyczerpaniem umysłu. Choć

Komentarze
m.tobor
2011/01/30 12:41:17
I jak?
-
2011/01/30 15:31:55
No nawet całkiem całkiem, po 3,5 h duszenia wół zrobił się do pogryzienia, ugotowałam do tego stampot ze szpinakiem, sosik zaprawiłam śmietaną i zjedliśmy ze smakiem:)
-
2011/01/30 16:23:10
Miesko cacy, troszke sie poslinilam!
Ciagle mam jednak opory przed stampotem i chyba nigdy sie do niego nie przekonam - wole te warzywka sama sobie pogryzc.. :-)
-
m.tobor
2011/01/30 19:23:35
Ja tez tak mialam Pisku, az do czasu gdy nie zrobilam stampotu z marchewka i kalarepa. Moje dzieci go zjadly! Nie ze smakiem, ale jednak. To normalnie byla dla nich eksplozja wazywna.
-
2011/01/30 20:24:05
Ja tam lubię, szczególnie zaś w boerenkolem;) i skwarkami, i to jest idealny i jedyny sposób, żeby mąż zjadł jakieś warzywa od czasu do czasu...