Blog > Komentarze do wpisu
szydełko i szaruga
Nadal nie mogę znaleźć natchnienia, a może po prostu rozleniwiłam się w pewnych dziedzinach. Codziennie po znojnej pracy idę po najmniejszej linii oporu wiodącej przez kuchnię prosto na kanapę i po porcji amerykańskiego humoru i kryminału, okraszonego czasem holenderską rozrywką z niskiej półki (patrz Oh, oh cherso lub NewChicks) bardzo szybko i niespodziewanie nadchodzi czas zasłużonego spoczynku. Nie czytam, nie piszę, nie tworzę. W porywie inspiracji otwieram dar od Steve'a Jobs'a i zaglądam na ulubione blogi i gazety (Zwierciadło ma bardzo fajny portal, nie powiem). 
Niedawno pomyślałam, że mam jeszcze jakieś zobowiązania wynikające z projektu "12 na 12", podarowałam sobie i tak już lipiec i sierpień i podjęłam pałeczkę od września. Pogrzebałam w bałaganie, znalazłam torbę z przyborami i tak z nudów zaczęłam sobie dziergać.
W wyniku szydełkowania na kanapie powstały dwa produkty: nawiązujący do tematu września "piórnik" (mój akurat dobrze sprawdza się jako ołówkowiec) i październikowe wyzwanie - czyli chustecznik (opakowanie na chusteczki higieniczne). Kolorystyka zupełnie przypadkowo, lub nawet podświadomie nawiązuje do zbliżających się Świąt...


Lecz zanim święta nadejdą pora nam zmierzyć się ze zmierzchem jesieni i coraz częściej występującej szarudze. Pamiętam jeszcze z dzieciństwa serię genialnych książek o przyrodzie pt. "Razem ze słonkiem" Marii Kownackiej i jedna z nich, która szczególnie wbiła mi się w pamięć miała podtytuł "Szaruga jesienna". Ostatnie dwie niedziele, następujące po pięknych i słonecznych sobotach, były właśnie wybitnie szarugowe, mgliste i zimne. W takie dni fajnie iść sobie na spacer do lasu, który zyskuje nastrój przytulności i jakiejś tajemniczości. W mgliste, szare dni panuje tam prawie idealna cisza zmącona tylko naszym szuraniem. Wszystko wokół pachnie grzybobraniem i opadłymi liśćmi, które w pewnej mierze zastępują słońce. Wokół Renkum mamy przeważnie lasy mieszane, szczególnie dużo dębów, buków i sosen, co zapewnia po drodze całkiem urocze kontrasty.






Uwielbiam jesienne buki. Liście na nich trzymają się wyjątkowo długo i podczas gdy wszystko wokół już opadło, taki buk całkiem dzielnie się trzyma, a intensywność jego barw działa niesamowicie energizująco, prawie jak słońce pod nieobecność słońca.



W ubiegłą niedzielę tak się w tej jesieni "zachodziliśmy", że zaczęło nam się już zmierzchać, a w drodze powrotnej zupełnie szary nieboskłon zaroił się od dzikich gęsi. Resztkami światła i na zdychającej baterii udało mi się przez nagie brzozy uwiecznić jeden gęgający klucz i jeśli wznowią kiedyś edycję "Szarugi jesiennej" to proponuję go tam zamieścić. Mogę nawet wierszyk jakiś dołączyć.





I oto znowu kończy się weekend. Bardzo był miły, muszę przyznać. W sobotę w naszym zaufanym babskim gronie przegadałyśmy i prześmiałyśmy pół dnia w Utrechcie. Jeden z najlepszych aspektów mojej emigracji jest poznanie i zaprzyjaźnienie się z wspaniałymi polskimi dziewczynami. Nic mi lepiej nie ładuję akumulatorów i wprawia w świetny, pozytywny jak spotkania z nimi i nasze "czcze" pogaduchy. 
Lecę teraz pichcić lekką strawę wieczorną (po najedliśmy się niedawno tłustych holenderskich pączków) a następnie dzwonić do stęsknionej mamusi. 
Do następnego!

niedziela, 13 listopada 2011, aniafin

Polecane wpisy

  • Kura całkiem wyjściowa

    Przyszła wiosna (to już potwierdzone), a wraz z nią z kurników zaczęło wychodzić ptactwo. Od dawna zaś wiadomo, że kura domowa to przeżytek i mit, a współczesna

  • Oto małpa proszę pana

    Zwierz ten był jak do tej pory najtrudniejszym szydełkowym projektem i nie raz zacięłam się na holenderskim opisie klnąc po cichu. Najwięcej czasu i cierpliwośc

  • czarna owca luksusowa

    Wspominałam niedawno, że trudno mi się oderwać od szydełka i tworzenia za jego pomocą nowych gatunków zwierząt. Ostatnim moim wytworem jest ta oto Czarna Owca w