RSS
środa, 18 stycznia 2012
18.01.12
Dzisiaj przeniosłam się z pracą do domu, bo od kilku dni w naszej otwartej przestrzeni ,w budynku bez barier ciągle wiało mi po nogach, a paluszki przemarzały do kości. I jak tu w takiej atmosferze pisać. Siłą rzeczy co półgodziny, podczas gdy wena nie zdążyła mnie jeszcze dopaść, przebiegałam się do labu, który z kolei jest cieplutki i jasny i wymyślałam sobie rozmaite zajęcia, żeby tam zostać jak najdłużej. To wszystko nie służy mojemu przepisywanemu na nowo papierowi (jak to kolega wczoraj ogólnie określił "przerabianiu gównianych wyników na artykuł światowej klasy"). Do tej pracy przyda mi się trochę ciepła i skupienia. 
Siedzę więc sobie na fotelu z widokiem na zamarznięty (wreszcie!) ogród, owinięta różowym kocem, z kubkiem rojbosa na parapecie, patrzę na moje wyniki i próbuję wyłapać z tego jakiś sens, oryginalność i przelać to w intelektualne rozważania do TPJ (limit słów 7000, mało). Zobaczymy jak mi się uda.
08:49, aniafin
Link Komentarze (1) »