RSS
niedziela, 22 lutego 2009
Wbród

Tydzień temu szczęśliwie powróciliśmy z wypadu do Bawarii. Jedno trzeba naturze przyznać: śniegu tam było pod dostatkiem. Powiedziałabym nawet, że w lekkim nadmiarze. Marzyliśmy sobie o tym śniegu juz od dawna, więc grzechem by było narzekać. Kropka.

Jak mówi stare ludowe przysłowie wymyślone chyba przez jednego z naszych pikutkowskich sąsiadów "Czo się chce, to się ma".

A wy, nieszczęśni, właśnie śniegu chcieliście. No to macie.

A jak by wam się marzyło jeszcze trochę, to zawsze możecie liczyć na tzw. wtórne opady, z przydrożnych choinek.

                  

Krótko podsumowując złaziliśmy sobie całą obertsdorfską okolice, brodząc, tarzając się, tonąc, brnąc i taplając we wrzechogarniającym śniegu.

Narty były tylko w planach, a że narciarze z nas niedzielni i po tych pierwszych pieszych wedrówkach w mięśniach i kościach zaczęło dziwnie łamać, w tychże planach też pozostały. Next year maybe.

Adam z drużyną nas zaskoczyli swoją nieobecnością na lotach ( a trzeba było dokładnie w sieci sprawdzić), musięliśmy w zamian kibicować Kazachom, zabawa była przednia, zakrapiana winkiem i szlagierową muzyką. No i Wolfi był tak blisko... Niestety opuszczał skocznie przez wyjście w sektorze dla vipów i w końcu nie zdołałam się tam przedrzeć i zarzucić mu mych ramion na szyję. Next year maybe.

Poza tym pożeraliśmy liczne cuchnące sery, knedle i ziemniaki w kombinacji z licznymi cuchnącymi serami. Resztki tej uczty do tej pory śmierdzą nam przy każdym otwarciu lodówki. Zapach wspomnień.

Kontakt z naturą zawsze działa na mnie budująco, choć dobrych parę dni zajęło mi uwolnienie się od terkotania umysłu i rozważania sytuacji ejczłana (niektórzy wiedzą o co chodzi, więc się nie będe rozpisywać).

Pomogły mi takie o to wrażenia wzrokowe:

Wprawiły w niemy zachwyt i postawiły w stan obecności.

Oglądam je teraz sobie na okrągło, bo szaruga przedwiosenna zaczyna trochę mnie już nużyć. Chociaż przyznaję, że przyrastający dzień i wynurzające się z gruntu przebiśniegi (ciekawe przez co się mają biedaki przebijać) obiecują nadejście zmian.

Byle do marca. Czuj śnieg!

 

12:20, aniafin
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 09 lutego 2009
Na spotkanie Adamowi

Nie kwapi się śnieg do człowieka, pokwapić się człowiek sam musi do śniegu. Dlatego postanowiliśmy: jedziemy w góry, piękne, bawarskie, z metrami śniegu i przyzwoitym mrozem.

Decyzja nasza spontaniczna została spowodowana doświadczeniami roku poprzedniego, kiedy to, z góry planowane i wyczekane wakacje "narciarskie" w Karpaczu okazały się śniegową i pogodową klapą. Bawiliśmy się w końcu i tak nieźle, chodząc po oblodzonych szlakach i wcinając kluski śląskie i gofry, no ale narciarstwa to tam za dużo nie było. Dlatego w tym roku inne podejście. Kiedy robi się luźniej w pracy (a przy tym podobno w nema ogrzewanie się popsuło, tak słyszałam), sprawdzamy stan stoków europejskich w kombinacji z pogodą i jedziemy gdzie nas internet zaprowadzi.

Internet zaś przepowiada optymalną kombinacje warunków właśnie w Bawarii i tym kierowani późnym wczorajszym wieczorem znaleźliśmy przytulny apartament w pięknym, mam nadzieję, Oberstdorfie i go sobie wirtualnie zajęliśmy.

Przypadkiem zaś się dowiadujemy, że w tymże samym Oberstdorfie ma się w nadchodzący weekend odbywać nic innego jak tylko konkurs skoków! Czyli Adam leć! Czyli Flying Moustache! I już wyobrażam sobie te niezliczone okazje, by na ulicach i w pubach Oberstdorfu natknąć się przypadkiem na Wolfganga, Mattiego, czy innego Gregora, ach, ach chyba będę na wszelki wypadek R. zostawiać w domu.

Najpierw jednak trzeba się spakować i tam dojechać (około 7 godzin nas dzieli), więc do roboty!

Jak dobrze pójdzie wracamy w Walentynki. Napiszę jak było.

Z narciarskim pozdrowieniem...

10:36, aniafin
Link Komentarze (4) »
czwartek, 05 lutego 2009
No, nie myśl już.

Myślenie abstrakcyjne męczy. Myślenie abstrakcyjne i porozumiewanie się z drugim człowiekiem w tym samym czasie wykańcza. Najbardziej odczuwam to w chwilach takich jak ta, gdy po mózgowo-burzliwej sesji z dwiema szefowymi nad zawiłościami biologii roślinnej, którą usiłujemy uprościć do modeli i reguł, wracam do własnego biurka, opadam na krzesło i próbuję coś konstruktywnego zrobić. Cokolwiek co angażuje myślenie. Nie wiem jak by próbować, nie da rady. Mózg popada w letarg i wydaje się spuchnięty i powolny. Dosłownie tak jakby zaraz głowa miała mi pęknąć.Typowy objaw przedawkowania umysłowego.

Czy jest to wogóle możliwe, żeby za dużo myśleć? Czy jest możliwe, żeby niepotrzebnie myśleć? Czy wbrew dobremu, staremu Kartezjuszowi, który zapewne wpadł na to gdzieś w Holandii, gdy siedział sobie w piekarniku po południu (bo lubił długo spać), możemy istnieć a nie myśleć?

Niektóre źródła podają, że my, ludzie współcześni cierpimy na nadczynność umysłu, że w efekcie tej patologii, to już nie my myślimy, ale jesteśmy niejako we władzy naszych myśli, nie potrafimy się od nich uwolnić, a co najpoważneijsze i nieuniknione, bardzo łatwo nam przychodzi się z nimi identyfikować. Nie umiemy, według tych źródeł, oddzielić bycia od myślenia, i tu robimy błąd. Błąd nieustannego życia w iluzji naszego rozumu, który wychodzi na światło dzienne z targającymi nami emocjami, gdy coś między tą iluzją a rzeczywistością zgrzyta.

 Piszą o tym całe psychologiczne tomy, odnaleźć to można w wielkich religiach i filozofiach tego świata, szczególnie zaś w pismach mistyków i oświeconych. Fascynujące odkrycie istnienia poza rozumem, istnienia niewytłumaczalnego rozumem, osiągalnego już teraz.

Warunek: przestać myśleć, nauczyć się obserwować - bez myślenia, słuchać - bez myślenia, czuć - bez myślenia, być - bez myślenia. Zaczynam się przekonywać na własnej skórze, że tak się po prostu da. Spróbujcie sami. Na początku tylko na chwilę - popatrzcie na drzewo, dziecko lub niebo tak jakbyście widzieli je po raz pierwszy i spróbujcie nie używać przy tym myśli, nie formułować opinii, nie używać wiedzy, tylko patrzeć. Proste, lecz nie łatwe, ale się można nauczyć.

Nadchodzi moment, gdy mogę wreszcie przestać myśleć kiedy chcę i odkryć w swej głębi pokój i radość. Co więcej, mogę przyglądać się własnym myślom i zamiast walczyć z tą czy tamtą, po prostu dać im spokój, przychodzą i odchodzą. Zostaję ja, niezależna obecność i szczęście nie uzależnione od rzeczy zewnętrznych, myśli, opinii innych, oraz pokój który zawsze we mnie był, ale siedział gdzieś tam przywalony myślami.

Nie myślę, więc jestem.

16:30, aniafin
Link Komentarze (3) »