RSS
czwartek, 16 kwietnia 2009
Rano wstań, później letarg.

Powrót do pracy jak zwykle nie jest całkowicie bezbolesny. Jak można się wogóle kiedykolwiek przyzwyczaić do wstawania przed siódmą? Z drugiej strony tak łatwo się jest przyzwyczaić do wstawania po dziesiątej. Ciekawe. I dlatego dzisiaj ziewam dzień cały i obudzić się nie chcę, szczególnie intelektualnie.

A wiosna kusi zapachami i promieniowaniem, termperaturą i śpiewem ptaszyn. Wczoraj jeszcze postanowiliśmy przedłużyć sobie radość istnienia i spędziliśmy dzionek (oczywiście po zwleczeniu się z posłania) w ogrodzie urzadzając staw i trawnik oraz na przechadzkach po Praxis i MediaMarkt.

Święta upłynęły przyjemnie, choć nie bez zmartwień dla całej rodziny. Nasza nowa pociecha rodziny Marysia spędzi swoje pierwsze trzy tygodnie życia w szpitalu, pocięta, pozszywana i na kroplówkach. Jest już o wiele lepiej i mała wyjdzie z tego prawie bez szwanku, ale co sie moja siostra a jej matka nacierpiała to jej. Ciężko jest zakceptować fakt, że po dziewięciu miesiącach bliskości i trudach rodzenia trzeba swój skarb zostawić nagle na pastwę szpitala i nawet odwiedziny są ściśle kontrolowane. Na szczęście mała dochodzi do siebie, ku radości mojej siostry można ją już brać na ręce i przewijać, a może i wkrótce karmić. Co się namartwiliśmy to nasze, choć oczywiście nic nam z tej zgryzoty nie przyszło. Bo ze zgryzoty nigdy nic nie przychodzi (wrzody może), a zamartwianie (słowo dziwnie kojarzy się z zamieraniem, czyli na pewno to nic zdrowego) nie pomaga absolutnie, niespełna rozumu jesteśmy jednak wszyscy i martwimy się pomimo. Wariactwo i koniec świata.

Z  kolei Baśka (siostra Marysi) dostawała rogów (chyba ogólna atmosfera w ten sposób jej się udzieliła) i na przemian dobrze się bawiła. Co do pierwszego to w pierwszy dzień świąt, gdy zniecierpliwieni rodzice próbowali ją poskromić w kościele, dziecko padło w pewnym momencie na kolana i przed połowa kościoła oznajmiło coś w tym rodzaju "Muszę sobie poszukać innego domku, bo moi rodzice już mnie nie kochają". Rodzice się załamali na głos tego wołania i zaczęli zastanawiać gdzie popełnili błąd. Chyba nigdy nie będę wystarczająco świadoma żeby mieć dzieci i hołd składam wszystkim, którzy się na nie decydują.

A najlepsza zabawa przesłodkiej Basi odbywała się w błotnistej kałuży i polegała na skokach tak wysokich, że błoto wlewało się do kaloszek i osadzało na rajstopkach oraz z lekka tylko na nieopodal stojącej ciotce. Tylko ona mogła pozwolić aniołkowi na takie figle i zawrzeć z malcem sztamę, na którą tylko daleko mieszkające ciotki i wujkowie mogą sobie pozwolić. Uwielbiam mieć siostrzenice, chyba je kiedyś do siebie zaproszę (jak juz się wyrzekną starych na dobre;)).

Już za godzinkę koniec zmiany, doczekam jakoś do kolejnej rowerowej przejażdzki, a wieczór spędzę w ogrodzie oraz na dywanie puzlując toskański pejzaż. I może wreszcie wyrwę się z letargu.

15:43, aniafin
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 kwietnia 2009
Dzisiaj

No cicho się tu zrobiło ostatnio i nie ukrywam, że to wyłącznie moja odpowiedzialność. Mogę się zasłaniać kupą roboty, ale to tak średnio prawdziwe, bo robota to jest raczej tylko w pracy (a w pracy blogów się nie pisuje). Po pracy mam za to kupę czasu, ale niezmiernie rzadko ostatnio spędzam tę kupę przed komputerem. Po pierwsze wiosna, w ogródku rośnie kwiecie i jeszcze szybciej chwasty, po drugie góra książek i innych materiałów hobbystycznych, po trzecie mąż (odkąd zredukował WoW wymaga dużo uwagi), a na koniec będę winić seriale kryminalne na czele z NCIS, CSI i Bones, od których oboje się uzależniliśmy. 

Ale właśnie mam chwilkę w pracy, bo właśnie dostałam nowego kompa i aktualizuje go z wcześniej uczynionych backupów, co oznacza brak dostępu do wielu danych. No to nie bedę taka i napiszę parę słów o sobie.

Jest dobrze, nie tylko za sprawą wiosny, ale tak wogóle podejście do świata mi się zmienia na lepsze, przy tej samej ilości tzw. problemów i przeszkód  (no cóż nie ma nic bardziej relatywnego;)) oraz roboty (też sobie mozna nawymyślać), udaje mi się nie zwariować i się nie zadręczać, kontrolować stres i frustrację i jeszcze byc w miarę miłą dla ludzi (no to tylko oni mogą ocenić). Rozwiązuje po malutku zawiłości genetyki kartofla, coś tam skrobie w manuskrypcie (jeden papier nam już przyjęli do druku!), robię "ostatnie ekpserymenta" i analizuję duże ilości sekwencji (teraz nawet może większe z takim szybkim kompem).

A wiosna robi swoje i nic jej w tym nie przeszkadza, pąki kasztanowca dostały kopa i rozwijają się  prawie w widocznym gołym okiem tempie, młode owce już nie są takie słodkie, a kosy budzą nas coraz wcześniej upojnym świergoleniem.

W środę udajemy się do ojczyzny i tradycyjną kujawską Wielkanoc spędzimy w Pikutkowie.

Z tej przyczyny ostatni wiosenny singiel mojego poniekąd ulubionego holenderskiego zespołu :

Pozwolę sobie nie przytaczać całego tekstu, tylko refren ( z osobistym tłumaczeniem), ważny w przypadku puenty.

Wat we deden,                                                       Co zrobiliśmy
En wie we zijn geweest,                                            i kim byliśmy
En wie we worden dat zal blijken vroeg of laat,            i kim się staliśmy, okaże się wczesniej czy później
Als je denken wilt aan wat had kunnen zijn,               Jeśli chcesz myśleć o tym co być mogło,                    

dat is oké.                                                              w porządku
Maar denk liever aan vandaag.                                 Ale lepiej myśl o dzisiaj,

Denk liever aan vandaag                                          Myśl o dzisiaj.

No właśnie, nie ważne juz co stało się wczoraj czy tydzień temu, bez sensu gdybać co będzie jutro, wszystko co istnieje to "teraz", i jest dobrze. 

12:00, aniafin
Link Dodaj komentarz »