RSS
niedziela, 25 lipca 2010
quiltowe szaleństwo
Ostatnio wzięło mnie na quiltowanie i takie inne. Odpowiedzialnością obarczam dwie przemiłe przyjaciółki, które wyczyniają igłą i nieigłą różne takie cuda. Jeszcze większa odpowiedzialność spada na dziesiątki twórczych blogów oraz etsy, flickr, pakamerę, youtube i gdzie tam jeszcze występują: po pierwsze rzeczy godne podziwu, po drugie rzeczowe instrukcje jak niektóre z tych rzeczy uskutecznić, a po trzecie bijące wprost zamiłowanie do robienia podobnych własnozręcznych różności, nie koniecznie o praktycznym przeznaczeniu. W rezultacie tego wielkiego pokuszenia, które zgrabnie wskoczyło w czarną dziurę pozostawioną po farmvillu, nie tylko spędzam godziny zagłębiając się w twórczości zdolnych manualnie niewiast (rozumiem, że rzecz to wybitnie niemęska, już od wieków zresztą) , ale także, o nieba, oddaję się sama podobnym praktykom. Od czasu do czasu. Dodam, że twórcą jakimś płodnym ja nie jestem, co zostało już zauważone w dzieciństwie, kiedy to siostra moja popełniała 10 rysunków w czasie mojego wymęczonego jednego. Co zrobię to zrobię i jeszcze się pochwalę, bo na tym etapie rozwoju potrzebuję akceptacji i zrozumienia...albo nie.
Szczególnie patchworki i quilty wydają mi się kuszące, a także obrazy szyte na kanwie oraz hafty wszelkie. Czyli tkaniny i szycie artystyczne jak też użytkowe. Zawróciło mi to w głowie i chętnie bym sobie temat pracy doktorskiej zmieniła ale jest już za późno, i tak w dzień muszę pisać nadal o robalach i kartoflach, a wieczorami (och, gdybyż były one z gumy albo i też gdybyż mi się udało dorwać ten magiczny zmieniacz czasu od Dumbledor'a) nie ma mnie dla nikogo (nawet CSI, NCIS i Bones nie potrafią mnie już okiełznać, zresztą ostatnio same powtórki). 
Najchętniej też nie wyjeżdżała bym w tym roku na wakacje, ale mąż mnie namówił i nawet miło było. Na szczęście wróciliśmy, pociąg się wykoleił jak już nas tam nie było i dostało się głównie biednym Japończykom (to jest pech, przyjeżdża człowiek na pół dnia do Szwajcarii, a tu akurat wtedy nawala ich niemal-doskonały system kolejowy), a tu już na mnie mój Brother przyjaźnie mruga a z szuflad wylewają się materiały.
No to się skusiłam, w internacie znalazłam instrukcje i wykonałam taką oto torebkę damską, w moich ulubionych kolorach (tzn. zielony lubię najbardziej):


Prawda, że pięknie prezentuję się na tym płocie ogrodowym?
Druga jej twarz wygląda natomiast tak:



Trochę pognieciona, bo już raz używana, ale daję się łatwo wyprasować i można ją prać do woli. I w dodatku robi się ją szybko (2 godzinki, albo i straciłam poczucie czasu), łatwo i przyjemnie. 
Tak upływają mi ostatnie niestety dni wakacji od nauki, jutro trzeba będzie znowu zacząć kombinować, nawet pogoda jakby posmutniała, chociaż sprzyja bardzo pięknym zjawiskom naturalnym, bo oto zakwitły mi własnoręcznie wyhodowane malwy dodające ogrodowi różowego uroku.



Jednym słowem : Witaj szkoło!
12:58, aniafin
Link Komentarze (2) »