RSS
sobota, 15 listopada 2008
You are listening to German Radiostation!

 

Różne są zbączenia także muzyczne i ja pod tym względem bardzo lubię eksperymentować. Otóż tyle mam jeszcze do odkrycia, że każdego dnia udaje się muzyce mnie pozytywnie zaskoczyć. Jeśli ktoś mnie spyta „ Jakiej słuchasz muzyki?” , to już mnie zaskoczył, bo nie mam na to prostej odpowiedzi. No po prostu nie potrafię się zdecydować. Inni mają łatwiej. Na przykład jeden mój ulubiony kolega z labu jest punkiem i od razu odpowiada na takie pytanie, że lubi punk i ska. Nie jest w tym gołosłowny, bo włosy ma tylko pośrodku głowy i to zwykle niebieskie (żona jego a akurat czerwone albo różowe), prowadzi sklep (takie dorywcze zajęcie po pracy) z materiałami punkowymi i przy każdej okazji zapodaje odpowiednią muzykę z internetowych rozgłośni (razem wpadliśmy na pomysł, żeby do kompa od elisa podłączyć głośniki i wzbogacać się muzycznie podczać pipetowania).

 Drugi ulubiony labowy kolega (no nawet się nie mogę zdecydować na jednego;))  przyznaje się do tzw. gothic scene, lubi power metal i elektroniczne wstrząsy, nosił kiedyś długie włosy, poszedł by chętnie ze mną na koncerta WT no i odpowiednią muzyką to w labie popiera.

A ja się nigdy nie mogłam zdecydować, bo prawie wszystko ma w sobie coś, rock i metal, punk i elektrowstrząsy, dance i Turnau, hiphop i jazz, Compay Segundo i Shakira, Clannad i ambiente . Słucham zależnie od chwili i niczego nie skreślam, po prostu słucham rzadziej. Oczywiście nie wciśniesz mi szmelcu, w każdym gatunku ( w niektórych więcej) są artyści i partacze, więc na swój sposób potrafię się zdecydować jak czegoś konkretnie nie znoszę, ale o gusta muzyczne niech mnie nikt już proszę nie pyta! Bo wychodze na ciepłe kluchy, co to się nie mogą zdecydować, albo o zgrozo, zupełnie się na muzyce nie znają. Wypraszam sobie.

Wczoraj dokonałam nowego życiowego odkrycia.

Jako, że mąż w delegacji, hulaj dusza itp... dałam się chłopakom zaciagnąć na kameralny koncert niemieckiej grupy Welle::Erdball. Tego co grają nie da się streścić, są zjawiskiem niepowtarzalym i oryginalnym, i kochają Commodore 64.

Sami się przekonajcie:

 

 

A do tego świetnie wychodzą na zdjęciach:

Klub był w większości wypełniony gotykami, barwną tłuszczą w skórzano-lateksowych czarnych przyodziewkach, z cool-makijażem i niemieckimi symbolami (nawet pare mundurów z demobilu). Na początek uraczyli nas pasjonującym filmem w języku niemieckich (od razu pożałowałam, że zaniedbałam naukę tego języka filozofów), ale dopiero jak zaczęli grać zrobiło się zupa-cool! Nawet czkawka nabyta po trzecim piwie marki cienkusz nie przeszkodziła mi się oddać elektroszaleństwu i poczuć klimat muzycznej wspólnoty z punkami i gotykami, z niemcami i holendrami, z latami 50tymi  i powrotem do przyszłości. ”Ich bin aus plastik”. Tego się nie da zapomnieć.

 

12:56, aniafin
Link Komentarze (4) »
sobota, 08 listopada 2008
Czy kochasz siebie?

Wpadła mi ostatnio w oko i w ucho jedna kabaretowa piosneczka autorstwa i w wykonaniu holenderskiego kabareciarza o imieniu Harrie Jekkers (genialny tekst i moje autorskie tłumaczenie poniżej, angielskie napisy na filmiku).

Ale mi dała ona do myślenia! Obudziła pytania.

Czy w momencie kiedy zapominamy o sobie i dajemy upust wszelkim altruistycznym pobudkom (czego "wielce chwalebnego"  nas zawsze uczono) to czy tak naprawdę kochamy? Jeśli nawet siebie, najbliższej nam osoby, nie potrafimy zrozumieć i przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza, to czy potrafimy być dobrzy dla innych? Osobiście wątpie, i dlatego śpiewam sobie wraz z Harrie'm:

>

Ik hou van mij, hoor je nooit zingen / "Kocham siebie", nie usłyszysz w piosenkach
Ik hou van mij, wordt nooit gezegd/ "Kocham siebie", nie mówi tego nikt
Maar ik hou van mij, ga ik toch zingen/ "Kocham siebie", ja to zamierzam śpiewać
Want ik hou van mij, van mij alleen en ik meen het echt/ Bo kocham siebie, tylko siebie i to naprawdę

 
Ik hou van mij, want ik ben te vertrouwen/ Kocham siebie, bo można mi zaufać
Ik hou van mij, want van mij kan ik op aan / Kocham siebie,  bo siebie kochać umiem
Ik hou van mij, op mij kan ik tenminste bouwen/ Kocham siebie, bo na sobie polegać mogę
Ik hou van mij en ik laat mij nooit meer gaan / Kocham siebie i nigdy nie pozwolę sobie odejść

 
Ik blijf bij mij en niet voor even / Chcę być ze sobą i to nie tylko na chwilę
Ik blijf bij mij voor eeuwig en altijd / Chcę być ze sobą na zawsze i na wieczność
Ik ben zelfs bereid, mijn leven voor mezelf te geven / Jestem gotowy oddać za siebie życie
Ik blijf bij mij totdat de dood mij scheidt / Chcę być ze sobą dopóki śmierć nas nie rozłączy

 
Ik hou van jou, zeg ik soms ook wel / Kocham cię, mówię również czasem
Ik hou van jou en ik meen 't echt / Kocham cię i to naprawdę
Maar ik hou van jou, zeg ik alleen maar voor de spiegel/ Ale "Kocham cię" mówię tylko przed lustrem
Zo komt 'ik hou van jou' weer bij mezelf terecht/ I tak " Kocham cię" wraca już do mnie

 
Ik hou van mij, van mij, van mij en van geen ander/ Kocham siebie i nikogo więcej
Want ik ben verreweg de leukste, die ik ken/ Bo jestem najmilszą osobą jaką znam
Ik hoef mezelf zonodig van mij niet te veranderen/ Jeśli o mnie chodzi, nie muszę siebie zmieniać
Ik hou van mij, mezelf, gewoon zoals ik ben/ Kocham siebie, takiego jakim jestem


Want ik hou van jou betekent meestal / Bo "Kocham Cię" oznacza zwykle bowiem
Schat, hier heb je mijn problemen, los maar op/ Kochanie, oto moje problemy, rozwiąż je
Leef in een hel, ik verwacht van jou de hemel/ Żyje w piekle, oczekuje od Ciebie nieba
Ja, jij geeft de hel weg, dank je wel zeg, rot lekker op/ Dajesz w zamian piekło, wielkie dzięki, zgiń przepadnij

Want houwen van een ander./ Bo kochania innych

Dat heb jij alleen maar nodig./ Potrzebujesz dlatego tylko
Omdat je niet genoeg kan houden van jezelf./ Bo siebie kochać nie umiesz
Hou van jou joh, maak de ander overbodig./ Kochaj siebie, spraw, że nikt ci nie potrzebny
Ware liefde, geloof me, begint altijd bij jezelf./Prawdziwa miłość, wierz mi, zaczyna się u siebie

 
Want 'ik hou van jou' is niet de sleutel tot een ander/ Bo "Kocham Cię" nie jest wcale drogą do innych
Maar 'ik hou van mij', al klinkt het bot en slecht/ A "Kocham siebie", cóż jakkolwiek źle to brzmi
Want wie van zichzelf houdt/ To tylko kto kocha siebie
Die geeft pas echt iets kostbaars/ Ten może dać innym coś cennego
Als-ie: 'Ik hou van jou', tegen een ander zegt/ Gdy " Kocham Cię" powie im

 

 

14:02, aniafin
Link Komentarze (6) »
wtorek, 04 listopada 2008
Życie jest już teraz

"Go, go, go, said the bird: human kind
Cannot bear very much reality.
Time past and time future
What might have been and what has been
Point to one end, which is always present. "

                                                 /T.S.Eliot - Four quartets/

" Idź, idź, idź- zawołał ptak: rodzaj ludzki
nie znosi zbyt dużo rzeczywistości.
Czas przeszły i czas przyszły
Co mogło być i co było
Wskazują na moment, który jest teraz."
 

" And remember, no matter where you go, there you are. " 

                                                      /Confucius/

" I pamiętaj, gdziekolwiek pójdziesz, tam bądź "

Tak dużo czasu przeznaczasz na myślenie.

Czy zauważyłeś, że większość twego życia odbywa się w głowie? 

 Bierzesz np. poranny prysznic, a wierz mi, wcale cię tam nie ma!

Nie czujesz na swym ciele strumienia wody, nie słyszysz jak krople spadają na podłogę, płyną po twojej skórze , nie czujesz jak twoje stopy dotykają podłogi, nie czujesz, bo myślisz już raczej o tym w co się ubrać, czy zdążysz zrobić śniadanie, a może lepiej wziąć kanapki, twoje ciało stoi wprawdzie w strumieniach wody, ale żyjesz teraz tak naprawdę tylko tym co będzie potem, co ma być, myśleniem o tym. A może wcale to co ma być się nie zdarzy?  Co byś zrobił, gdybyś wiedział, że ta chwila jest twoją ostatnią?

Albo jeśli nie myślisz wtedy o przyszłości to dlatego, że nie zdążyłeś jeszcze zacząć planować, bo pamiętasz wczorajszy film, to jak cię poruszył, myślisz o tym jak ty byś się w takiej sytuacji zachował, jak musięli czuć się tamci ludzie, przypominasz sobie co wczoraj powiedziała ci koleżanka i zaczynasz zastanawiać czy twoim zdaniem miała w tym rację, pamiętasz to spotkanie z pięknym nieznajomym sprzed wczoraj, reakcję którą wywołało to jedno spojrzenie, może to miłość tym razem....

Jedna myśl prowadzi do następnej,  opinie, zdania, oceny, emocje mieszają się w twojej głowie jak w wielkim młynie, dają poczucie, że myślisz, żyjesz, masz wyrobione zdanie, jesteś kulturalny i masz bogate wnętrze... Umysł znalazł sobie pokarm, pożywkę, już nie jest mu nudno, myśli i reakcje pojawiają się niespodzianie i automatycznie, sam do końca nie wiesz dlaczego reagujesz tak a nie inaczej, ale dobrze, w końcu mózg wie co robi, dajesz się mu więc kontrolować, wręcz masz poczucie, że taki właśnie jesteś, taki jak twoje myśli, opinie, sądy, przyzwyczajenia, łatwo się z nimi utożsamiasz?

A czy pomyślałeś kiedyś, że nie jesteś wcale swoimi myślami? Czy spróbowałeś kiedyś po prostu je pooglądać jak przychodzą i jak odchodzą, czy zapytałeś skąd się wzięła dana opinia, te poczucie, że kogoś lubisz albo nie lubisz, te przekonanie, że nie dasz rady czy się do czegoś nie nadajesz? Czy masz odwagę przyznać, że większość życia jedziesz na automatycznym pilocie?

Ktoś mądry kiedyś powiedział " Życie to stan, który nam się przydarza podczas gdy jesteśmy zajęci czymś innym" , czy nie wydaje ci się pociągające, by odkryć ten stan, by wreszcie zacząć żyć, coraz mniej jak automat z określonym programem roboczym, coraz bardziej jak świadoma swojego istnienia istota?

11:24, aniafin
Link Komentarze (7) »
sobota, 25 października 2008
Widok z kolonialnego okna

Podczas niedawnej kolonialnej wycieczki mieszkaliśmy w niezwykle brzydkim po wierzchu hotelu (jeśli ktoś kiedyś widział włocławski hotel Kujawy przed niedawnym odświeżeniem, to może sobie go dobrze wyobrazić), szara, socjalistyczna bryła z wielkiej płyty, brrrr.

W środku było już lepiej, nawet luksusowo, ale najlepsze to były widoki.

Oto co objawiało się mym zaspanym oczom, wczesnym rankiem po wyjrzeniu z okna:

 

Nic tylko wybrać się na romatyczny spacer z łódką, nakarmić przydrożne kaczki i poskakać z wiewiórkami.

Wystarczająca ilość powodów, żeby urwać się z konferencji.

12:52, aniafin
Link Komentarze (3) »
wtorek, 21 października 2008
Psiankowate
Wyraźna przerwa w życiorysie.
Powód - psiankowate i ich genomy.
W czwartek wróciliśmy z gościnnych występów na konfie w Kolonii.
Przyjemność ta (w końcu praca płaci za nocleg, wyżywienie i inne atrakcje) skupiła ponad trzy stówki wybitnych i mniej wybitnych, europejskich i mniej europejskich naukowców badających od wielu lat zawiłe genomy ziemniaka, pomidora, papryki, tytoniu i kawy (czyli psiankowatych).
Wszystkie te warzywa ;) stanowią zaraz po ryżu i innych ziarnistych podstawę wyżywienia i przyjemności naszej planety.
Nie mówcie mi więc, że zajmujemy się głupotami;).
W obliczu najnowszej techniki stało się możliwe poznanie kodu genetycznego najpierw człowieka  (no może pierwszy był arabidopsis, bo to mały chwast) a zaraz potem innych stworzeń.
Swojego sekwencjonowania doczekał się też ziemniak i pomidor!

Jako że powstaje w ten sposób dużo (w przypadku człowieka 3 biliony literek, u ziemniaka tylko 850 milionów) informacji w postaci:

ACTGCTGCAGTGGGCATTGCAGTGCAGTC .......

ktoś to musi jakoś zanalizować a najlepiej do czegoś pożytecznego potem wykorzystać.
Dlatego potrzebni są ludzie, którzy na różnych poziomach organizacji, będą nam tego genoma tłumaczyć.  Składać do kupy, siekać na kawałki,  definiować geny (jednostki informacji genetycznej) i inne śmieci, porównywać gatunki, porównywać jednostki, wróżyć jakie białka z nich powstaną etc.

Do czego można takie info wykorzystać?
- do osiagnięcia satysfacji osobistej (Wiem jak wygląda genom! I co teraz?)
- do poznania funkcji genów i oddziaływania między nimi
- do  ulepszania odmian roślin (niekoniecznie przez GMO)
- do  wynajdywania ciekawych białek (kto wie może będą miały zastosowanie w przemyśle, medycynie)
- do  wyjaśnienia jak działa stworzenie
- w przypadku człowieka do wykrywania mutacji powodujących choroby i do projektowania nowych leków i terapii
- w przypadku seryjnych morderców i innych wykolejeńców do porównywania próbek  materiału dowodowego (włosy, ślina, skóra..) z podejrzanymi i ofiarami

W sumie to zdumiewające jak dużo można wydusić z takich literek i że czasem jeszcze współczesna informatyka nie nadąża za taką ilością danych. Człowiek sam też nie nadąża i dlatego potrzebuje kolegów, konsorcjów, platform, oprogramowania, drogich maszyn i niekończących się dyskusji.
Takie właśnie dyskusje i narzędzia są pokazywane na naszych konferencjach i łorkszopach.
Za pomocą prezentacji i posterów każdy stara się dołożyć swą cegiełkę do zrozumienia albo czasem większego zamieszania, każdy może zadać podchwytliwe pytanie, pomóc dobrą radą i własnymi wynikami.

Trochę umysł tego nie ogarnia, więc najlepiej być wybiórczym, mieć swój własny wycinek i ograniczone zainteresowanie. Świat roślin może być naprawdę pasjonujący (dla mnie).

A i jeszcze jedno, przybyłam, zobaczyłam, zaliczyłam! Czyli moja prezentacja dla tłumu genomistów wypadła nieźle i mam nadzieję na jakąś współpracę (nie ma to jak się zareklamować).

Niech Psianki będą z Wami!

16:40, aniafin
Link Komentarze (4) »
sobota, 11 października 2008
Październik

Najnowszy październikowy song mojego ulubionego holenderskiego zespołu BLOF, jest jak zwykle melancholijnie i muzycznie doskonale, ach te gitary...

Oktober overvalt ons ieder jaar /Październik zaskakuje nas co roku
We kijken naar elkaar, naar een overvolle zomer/ Spoglądamy na siebie i na przejrzałe lato
En we zijn alweer veranderd /  I znów coś się w nas zmieniło
Maar het voelt niet meer vertrouwd  /   Ale już temu nie ufamy
Nu we plotseling beseffen dat wij onszelf niet zijn /  Teraz nagle do nas dociera, że nie jesteśmy
samymi sobą
In oktober /   w październiku
Oktober is de wreedste maand oktober  /    październik to najokrutniejszy miesiąc październik
Met de dingen die voorbij gaan maar wel ergens blijven hangen /  z rzeczami które się kończą, ale ciągle
gdzieś tam wiszą
Ze komen steeds weer bij ons terug  /  i znowu do nas powracają
Ergens in oktober  /     gdzieś w październiku
Oktober overvalt ons ieder jaar  /  Październik zaskakuje nas co roku
We blijven bij elkaar na een veel te korte zomer  /   Zostajemy ze sobą po zbyt krótkim lecie
En we zijn alweer veranderd, niet ten goede of ten kwade  /  i znowu się zmieniliśmy, nie na lepsze, nie na gorsze
Maar veranderd niettemin  /    ale przecież się  zmieniliśmy
In oktober   /     w październiku
Oktober is de wreedste maand oktober   /     październik to najokrutniejszy miesiąc październik
Met de dingen die voorbij gaan maar wel ergens blijven hangen  /    z rzeczami które się kończą, ale ciągle gdzieś tam wiszą
Ze komen steeds weer bij ons terug    /   i  znowu do nas powracają
En meestal in oktober /    i to  przeważnie w październiku
Meestal in oktober   /     przeważnie w październiku

13:57, aniafin
Link Komentarze (4) »
Stół dębowy mocny

Stół żeśmy kupili, stół dębowy, mocny.

 Wraz z powiększeniem metrażu czyli przestrzeni życiowej zrodziły się nam kolejne potrzeby do zaspokojenia. Wcinanie obiadków podczas siedzenia na kanapie przestało nam wystarczać, w końcu i wreszcie mamy miejsce na stół. Plany powstały już dawno, ale poszukiwania zajęły trochę czasu.

Najpierw była ikea, szybko i tanio, stoły niczego sobie, za dwie stówki można skroić całkiem spory mebel. Co z tego kiedy za niskie. Tzn dla mnie w sam raz, ale R. przerasta mnie jakies 30 cm (głównie chyba w rejonie nóg, niestety) i potrzebuje wszystkiego co wyższe.

Przerzuciliśmy się więc na tutejsze sklepy meblowe i pierwsze co nas uderzyło to to, że ceny się (w stosunku do ikei) podwoiły, potroiły, a bywało i znacznie gorzej. Prawda, że wybór większy i wyższy, drewno porządne (zwykle tekowe albo dębowe) i konstrukcja solidna, ale połowę pensji doktoranckiej na stół mam wydać?  Jak się stołu zachciało...

Przeszukaliśmy wszystkie sensowne sklepy w okolicy, w zeszłą sobotę zaliczyliśmy mega-discount meblowy z łączną liczbą stołów w granicach 100 i z cenami powyżej pięciu. Przedyskutowaliśmy wady i zalety konstrukcji, materiału i koloru. Następnie wróciliśmy do pierwszego sklepu i do pierwszego stołu na jakim nasze oczy się zawiesiły;) i zgłosiliśmy chęć kupna obiektu.

Zakłopotana sprzedawczyni wyjaśniła, że niestety już takich nie produkują i że jedyny taki dostępny stół jest modelem wystawowym w ich sklepie. Kupić oczywiście możemy, ale musimy się liczyć z tym, że siadywały przy nim tabuny klientów (a tak, na przymiarkę), stały metalowe dekoracje (ups, porysowało się lekko) i żadnej gwarancji nie dają, ale za to upust. Upust 40 % - więc przymknąć na rysy można nie tylko jedno oko, więc ja oczywiście cały czas uprzejmie się uśmiecham i mówię "Ależ to nic nie szkodzi" Za to R. z kamienna twarzą wysłuchiwał wyjaśnień i udawał, że się cały czas zastanawia (rzucając mi przy tym poskramiające spojrzenia " Nie ciesz się tak idiotko, musimy być twardzi").

Pytamy o koszt transportu, kobiecina na to 28 euro. Po czy spłoniła się znowu, bo sobie przypomniała, że dowóz będzie bardziej skomplikowany, bo najpierw muszą go zabrać ze sklepu do magazynu , a następnie z magazynu do nas. Ups cena w takim przypadku rośnie do 50. Już miałam powiedzieć ależ to nic nie szkodzi, ale R. ubiegł mnie ze swoim "Ach tak?" no i biedna ekspedientka znowu zaczęła przepraszać i się tłumaczyć, troska i poczucie winy w jednym, jakby nam przekazywała jakieś hiobowe wieści. No cóż ja się już nie odzywałam, w końcu negocjacje to nie moja specjalność, ale ogólnie głupio mi było, że jej jest głupio, zwłaszcza że niepotrzebnie (chętnie dałabym jej te pół stówki, żeby przestała się tłumaczyć).

W końcu dobiliśmy targu, ale kobiecie wciąż było jakoś nieswojo, więc obdarowała mnie metalową puszką o nieznanej zawartości, mówiąc, że na pewno mi się spodoba. W środku znalazłam pluszowego misia o wzruszającej mordce, więc mimo, że nie czułam do kobiety żadnych pretensji, wszystkie żale prysnęły. R. cały czas zachowywał kamienną twarz i wytłumaczył mi potem, że teoretycznie bardzo łatwo takich sprzedawców łapać za słowa i czerpać korzyść z niekonsekwencji czy braku profesjonalizmu. Klient nasz pan. No ale bez przesady, pomyślałam.

A stół wygląda naprawdę dobrze i cena niezła, za dwa tygodnie (w czas dostawy musięlismy wliczyć naszą kolonijną nieobecność) zląduje w tzw. pokoju mieszkalnym (woonkamer), zawiśnie nad nim lampa (marzę o tym żeby mieć nisko zawieszoną nad stołem), a potem będziemy wieść przy nim dostatnie, mieszczańskie życie.

13:19, aniafin
Link Komentarze (3) »
piątek, 10 października 2008
Coś dla WT fanów

Nie mogę się powstrzymać przed przytoczeniem parodii, którą jeden z genialnych satyrycznych holenderskich programów (Koefnoen) zgotował na temat WT. I dodam dla uspokojenia, że podobno parodiowany zespół poczuł się niezwykle zaszczycony.

10:54, aniafin
Link Komentarze (3) »
Black Symphony

Ale się rozkręciłam! Miało iść jak po grudzie, a prezentacja gotowa, tekst jakiś obmyślony i nawet mi się podoba;). To znaczy nie będe może w tej Kolonii jednak świecić oczami. Jak się pozbiera do kupy pracę z lat x i dołoży obrazków, to wygląda to nawet imponująco. Mam taką nadzieję.

Piąty Łorkszopie Genomu Psiankowatych (po polsku brzmi raczej obciachowo) wraz ze swoim szumnym mottem (za oryginalne tłumaczenie można wygrać flaszkę wina):

‘Omne tulit punctum, qui miscuit utile dulci’

już tam do was jadę!

A raczej jedziemy, bo wraz z R. zapewniamy temu wydarzeniu iście rodzinną oprawę;). Ponieważ kiedyś w porywie uczuć dałam sobie wsadzić obce nazwisko zaraz przed moim, to teraz na każdej konfie narażamy się na pytania " ta prezentacja o 15:30 to twojego męża/żony?". Tak się złożyło, że oboje z R. paramy się podobną tematyką naukową. Połączyły nas psiankowate. Bardzo romantycznie. A dzielą tylko dyskusje o wyższości ziemniaka nad pomidorem i pomidora nad ziemniakiem. Zawsze coś. Dużo nas też łączy na szczęście. I jakoś ta unia niderlandzko-polska podtrzymuje swoje istnienie już cztery przeszło lata wyjęte z mojego młodego życia.

To mi przypomina o przeszło piątym roku doktoratu i że jak tak dalej pójdzie to zaczepię o szósty. A wszystko przez to, że szefy mnie lubią (zawsze robiłam dobre wrażenie i nigdy się z nim nie zgadzałam), jeszcze wierzą w sklonowanie ejczłanu  (największą tragedię mojego życia - fanom genetyki molekularnej mogę w przyszłości przytoczyć barwną historię - może pojawi  się jako parę rozdziałów niedawno zaczętej baśni "Przygody Szumiącej w krainie robali") i przedłużają (szczęść im Boże) kontrakt. Dzięki temu możemy szczęśliwie spłacać hipotekę, ale co gorliwsi koledzy pytają się mnie nieraz " A ty jeszcze ciągle robisz ten swój doktorat?" i już nie chce mi się słów marnować. Uśmiecham się promiennie i mówię " Jeszcze tak, ale do końca (sklonowania ejczłana...) już bardzo blisko". Nikt przy zdrowych zmysłach juz w to nie wierzy.

Zanim zabiorę się dziś do prac wykończeniowych (konfa zaczyna się popijawą w niedziele wieczorem) podzielę się najświeższym odkryciem. Pewnie wielu słyszało o zespole "Within Temptation", nie wiem już czy w polskim radiu się pojawia, ale znany jest raczej na cały świat, a szczególnie parę piosenek. Mi się zawsze to co słyszałam podobało, ale jakoś nie wzbogaciłam się w żadne płyty. No i wczoraj sobie jak zwykle w czwartek wieczorem przeczesujemy z R. mediamarktowe pólki w poszukiwaniu nowych gadżetów i patrzymy a tu koncert na blurayu (jakość high definition, w końcu po coś kupiliśmy plejstację trzy). O, within tempatation to było i to najnowszy koncert z rotterdamskiego ahoya. Kupiliśmy (bo sie okazało po 4 latach wspólnego życia, że R. też to lubi) i zabraliśmy się w domku do oglądania.  No i wtedy nastąpiło odkrycie z mojej strony. Jak w przerwie zagadali do publiki wydobyły się w nich ... holenderskie dźwięki! " To oni są stąd?"  -zapytała kobieta, "To nie wiedziałaś? - pytaniem odpowiedział mężczyzna (w tonie jego głosu kobieca intuicja wyczuła "Przecież chyba każde dziecko to wie"). Może holenderskie. Mi coś jednak umknęło. Tzw. inburgering (czyli naturalizacja) nie przyniosła obiecanego efektu.

Ale teraz już wiem. No i koncert ("Black Symphony") jest niesamowity, polecam nie tylko fanom gotyku, metalu i cięższego rocka. Po prostu mnie oczarował. Do tej pory udało się to tylko Dianie Krall. No ale o rozległości gustów się nie dyskutuje;). Zapodaje trailera.

Już wiem czego będziemy słuchać po drodze do germańskiego miasta - stolicy psiankowatych.

Napiszę jak było, przygotujcie się na slang genomowy.

09:22, aniafin
Link Komentarze (7) »
wtorek, 07 października 2008
Się obudzić.

1. Po pierwsze przyznaj, że śpisz. Twój umysł został zaprogramowany, większość czasu spędzasz jak na automatycznym pilocie. Myśli, oceny, reakcje, jakby ktoś wciskał tylko odpowiednie guziki. Patrzysz na ludzi i świat przez okulary, które nałożyło ci wykształcenie, społeczeństwo, rodzice, religia. Tak naprawdę Twoje życie toczy się głównie w twojej głowie. Etykietki, zdanie na każdy temat, opinia za którą dałbyś się pokroić. I spójrz jak łatwo tobą manipulować. Krytyka, ze strony tych, którzy ci imponują, komplement na temat czegoś co uważasz za cenne potrafią diametralnie zmienić ci humor i opinie na temat ich autorów. Twoje reakcje wysoce przewidywalne.

2. Po drugie naucz się słuchać i widzieć. Zwykle słyszysz to co chcesz usłyszeć, przyjmujesz do wiadomości rzeczy, które potwierdzają twoje oczekiwania i wpisują w program. Słuchaj i patrz, żeby odkryć.

3. Po trzecie obserwuj. To co jest w tobie i wokół ciebie. Bez oceniania, bez ustosunkowywania się, bez sądzenia. Patrz na siebie i to co ci się przydarza jakby przydarzałoby się to komuś innemu. Spróbuj zawiesić identyfikacje.

Twoje myśli, twoje ciało, twoje poglądy, twoje imię, twoje emocje, twoje sukcesy i porażki, lęki i euforie wszystko to jest jak chmury, przychodzą i odchodzą przemijają, nie są tobą, ty trwasz.

09:51, aniafin
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 października 2008
Znowu ranny poniedziałek

Nie żebym nie lubiła poniedziałków rano, są lepsze w sumie niż niedzielne popołudnia z książek D. Adams'a (Życie, wszeschświat i cała reszta), ale zawsze wtedy czuje wagę nadchodzącego tygodnia. Nie ma to bowiem jak dobry początek.

Zaczynam  więc od raźnej (bo inaczej się z moim ukochanym mężem nie da) przejażdżki na rowerze zaliczając holenderską "górkę" sztuk jeden i około 6 kilometrów głównie przez las (przecudny jest, działa jak balsam dla duszy) i pośród pastwisk zielonych obowiązkowo zaopatrzonych w owce, konie i krowy. Z pod kół co jakiś czas z głośnym krzykiem uciekają kosy. Nicponie, siedzą sobie do ostatniej chwili jak gdyby nigdy i nic, i półmetra przed kołem odlatują z dźwiękami ostrzegawczymi.

Mieliśmy taką jedną podejrzaną parę latem w ogrodzie i czasami w środku nocy zamiast pięknych koncertów (bo wiem, że potrafią) częstowały nas alarmem i awanturą. Nie wspomnę już nawet, że poczęstowały się wszystkimi winogronami, zanim zdołały one w pełni dojrzeć oraz regularnie wydziobywały jeżyny. Nie ma to jak dzielić się dobrami natury z samą naturą!

Akcent przyrodniczy każdego ranka wpływa zdecydowanie dodatnie na jakość każdego mojego dnia oraz na bilans spożycia kawy. Jak dotrę do pracy jestem już taka obudzona, że jedyne co mi trzeba to gorący kubek czekolady, dla podniesienia poziomu kalorii i na rozgrzewkę, bo zimno ostatnio.

 No i zaraz zabieram się do pracy: sprawdzam co nowego na znajomych blogach, na funda.nl (uzależnienie sprzed kupna domu), na iGoogle (ustawiłam sobie fajne cytaty), na gazecie, czasem nawet naszej-klasie ( a nuż znajomi dodali nowe zdjęcia pociech). Następnie sumienie wkracza do akcji i każe zabierać się do roboty. W tym tygodniu trzeba skończyć prezentację na kongres do Kolonii.

 Wysyłałam abstract z nadzieją, że nikt nie bedzie zainsteresowany.... Oeps, sesja plenarna! Żeby chociaż jakaś równoległa, to by była szansa na małą salę i jedną trzecią tłumu. O nie, nie ma mowy, zapewne będę się produkować w przestrzeni o wielkości Sali Kongresowej i akurat wszyscy zostaną, bo będzie padać. Czarnowidztwo patentowe. I stres niemały. Dlaczego wogóle przejmuję się co powie o mnie europejska komuna Solanacea? Po prostu będę sobie wyobrażać, że na sali siedzą biszkopty, a każdą odpowiedź zaczynać słowami " To jest naprawdę dobre pytanie..." (mile łechce pytającego i usypia jego czujność, dowodząc przy tym, że jestem człowiekiem głęboko myślącym).

Sumienie naciska, naciska, kopie, szturcha.

Power point. Homologi. Zaczynamy.

 

09:31, aniafin
Link Komentarze (4) »
niedziela, 05 października 2008
No to zaczynamy

Co zaczynamy?

A mianowicie blog na poważnie. Zabrzmiało poważnie, co?. Nie wiem czy dam sobie radę z naciskiem tej powagi chwili, ale spróbuję. 

Po co?

Bo zawsze myślałam sobie że to bardzo "cool" jest takie pisanie pamiętników. Na papierze zapału wystarczało mi zawsze na krótko i to zwykle w okolicy przeżyć sercowych. Jeszcze się dziś rumienię czytając o tych cichych westchnieniach w kierunku jakiegoś Piotrka z ósmej klasy i tego jak mnie on wcale a wcale nie zauważa;).

 Może kiedyś moja mała siostrzenica dogrzebie się do moich wspomnień (które leżą jeszcze gdzieś w rodzinnym bałaganie) i będzie miała niezły (choć krótki) ubaw.

Poza tym pamiętniki zdecydowały się od jakiegoś czasu się upublicznić w blogowym szaleństwie i udostępnić ciekawym komentarzom i ludziom, którzy może dotarli do podobnych obserwacji i przemyśleń, a może mają zupełnie inne zdanie.

I dlatego ja też sobie (się) oto zamierzam popisać i może przez to poukładać w głowie, a może poprzewracać swój mały światek do góry nogami. Adrenaliny dodaje fakt, że w końcu to kiedyś opublikuję i trafi to przed oczy niewinnych niczego ludzi (chociaż z racji trudnego i niepopularnego języka szkody dotkną nie więcej niz 40 milionów,a w praktyce zajrzy ich tu może a trzech) i wszelka herezja a co gorsze nudziarstwo może mi zostać policzone. Na szczęście istnieje jeszcze wolna wola, wybór osobisty i własna odpowiedzialność, więc wzorem poncjusza umywam sobie radośnie ręce i zakładam niniejszym ten blog.

Dlaczego "Sleeping Scientist" ?

Uczciwie powiem że zaczerpnęłam to z nowojorskiej konferencji Tony'ego de Mello, który zapytał swych słuchaczy jakie jest najważniejsze na świecie pytanie, na które każdy z nas musi odpowiedzieć.

 Po czym sam im odpowiedział, że nie jest tym pytaniem "Czy istnieje życie po śmierci?", lub  "Kim jest Jezus Chrystus" etc. Najważniejsze w na świecie jest żeby się dowiedzieć " Kim ja jestem?", albo "Czym jest "ja"?.

Pobieżnie cytuje:

" Mówisz mi, że zrozumiałeś cały świat, a nie wiesz kim sam jesteś? Mówisz mi, że zrozumiałeś astronomię, czarne dziury i jak one się tam nazywają - kwazary, że rozgryzłeś jak działają komputery a nie zrozumiałeś siebie? Och, ty cały czas śpisz? You are a sleeping scientist!"

Przyznaję więc bez bicia, I am a sleeping scientist. Nauka sama w sobie pasjonuje mnie zawodowo i troche prywatnie, w detalu to już parę dobrych lat próbuję rozgryźć jak działają mechanizmy odporności w roślinach i jak nicienie (takie małe robalki) zdołały je omamić, ale ciągle jeszcze nie wiem kim jestem. I nie chodzi tu o żadne definicje i etykietki, tych sobie można nałowić w życiu dużo i każdy napotkany bliźni przyklei ci ich kilka. Chodzi o kwintesencję, esencję, sens, zrozumienie.

Bo co warte to życie na ziemi, jeśli nie znajdę odpowiedzi na wyżej postawione pytanie?

Ty naukowcu śpiący obudź się wreszcie!

Nie obyłoby się bez żartu: "Bo czym jest życie?"

12:25, aniafin
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5